Podróże

MAROKO – relacja z podróży

Dzisiejszy post podzieliłam na dwie części. Pierwsza część to ogólna, subiektywna relacja, polecenie miejsc i trochę ciekawostek z Maroka, druga to konkretne wskazówki, ceny, finanse i porady dotyczące wyjazdu – ta część pojawi się za jakiś czas.

Do Maroka wybraliśmy się na naszą pierwszą rocznicę ślubu na przełomie maja i czerwca. Cała wyprawa trwała 6 dni – dużo i mało jednocześnie, ale o tym za chwilę 🙂 . Maroko jest ciekawym państwem pod względem przyrody, która często się tutaj zmienia. Bywają miejsca, gdzie kilometrami ciągnie się teren pustynny lub górzysty, ale i takie, gdzie w dolinie przy rzece rozciąga się pas roślin. Nie powiem jednak, że było to najpiękniejsze miejsce w jakim byłam. Nie było chyba takiego widoku, który by naprawdę zapierał dech w piersiach, jak nieraz zdarza mi się na przykład w polskich górach. Na pewno było inaczej i to było piękne 🙂 Jak chodzi o temperaturę, to było gorąco, porównywalnie do upałów jakie były chwilę później w Polsce. 38 stopni w cieniu to była norma, a nocą temperatura spadała nawet do 15-20 stopni

W dużym skrócie nasza podróż wyglądała tak:

Dolecieliśmy do Marrakeszu, później pojechaliśmy na wykupioną wycieczkę na Saharę, która trwała 3 dni, wróciliśmy do Marrakeszu, pojechaliśmy na jeden dzień nad ocean do Essaouiry i znów Marrakesz, z którego wracaliśmy do Polski. 

Marrakesz

Najwięcej czasu spędziliśmy właśnie w Marrakeszu. Chaos to słowo, które moim zdaniem najlepiej oddaje to miasto. Samochody jeżdżą w 3 na dwóch pasach i ciągle trąbią, nie do końca wiem nadal po co. Na przejściach trzeba uważać, bo to, że pieszy ma zielone nie oznacza, że samochody się zatrzymają. W zasadzie świateł jest bardzo mało w całym mieście, i żeby przejść przez ulicę, trzeba zrobić to pewnie i szybko. 

Naszą uwagę zwróciły też skutery, których była masa na każdym kroku. Jeździły nawet w wąskich uliczkach ze straganami i to w cale nie powoli. Nie mogę pominąć wyżej wspomnianych straganów, które stoją na każdym kroku. Sprzedawcy są bardzo nachalni, wręcz wciskają towar i nastawieni są tylko na sprzedaż. Trzeba pamiętać, że tu nie ma nic za darmo. Jeśli jakiś mężczyzna wepchnie na ręce małpkę i zachęci do zrobienia sobie z nią zdjęcia, później zażąda za to pieniędzy. Tak samo kobieta, która złapie za rękę i zacznie malować henną niby tylko po to, żeby pokazać. Targowanie się to tu norma i jak już się zacznie, to naprawdę nie da się wyjść ze sklepu bez zakupu tego przedmiotu. W pewnym momencie przestaliśmy oglądać rzeczy na wystawach, bo jak tylko sprzedawca załapał na co się patrzymy, to rzucał się na nas pytając, ile za to damy. Człowiek myśli sobie, że jest asertywny, a wraca do domu z niepotrzebnym dywanem za 100 euro (true story, na szczęście nie nas to spotkało…) 

Przez ten gwar i ciągłe nagabywanie czułam się przytłoczona i bardzo zmęczona. Zwiedzając miasto na każdym kroku byliśmy zatrzymywani przez kupców, przez co w pewnym momencie mieliśmy już dość. Dlatego właśnie 6 dni, które spędziliśmy w Maroku to było dla nas dużo, i pamiętam, że w dzień wylotu dziękowałam, że nie zostaliśmy jeszcze chwilę dłużej, bo nie dałabym rady. Z drugiej strony nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkiego. Na pewno chciałbym kiedyś tam wrócić, żeby zobaczyć Szawszawan czyli niebieskie miasto. 

Essaouira

Essaouira to miasto portowe, w którym nagrywano sceny do „Gry o Tron”. Tam było zupełnie inaczej niż w Marrakeszu. Sprzedawcy nie byli tak nachalni. Pozwalali się zastanowić i nie reagowali agresywnie, kiedy się odmawiało. Było też dużo zimniej, bo zaledwie 20 stopni. Pojechaliśmy tam, bo czytaliśmy przed podróżą, że jest to magiczne miejsce, jedno z piękniejszych w Maroku. Na nas nie zrobiło w cale takiego wrażenia. Dobrze było wyrwać się z głośnego Marrakeszu na jeden dzień, jednak nie uważam, żeby w tym mieście było coś niesamowitego. Ocean jest piękny, super jest też przejść się po murach, po których chodziła Daenerys, ale to tak naprawdę tyle. 

Co warto zobaczyć w Marrakeszu?

  • Plac Jamaa el-Fna – to główny plac w Marrakeszu i jednocześnie centrum miasta. Kiedyś odbywały się na nim egzekucje i handel niewolnikami, teraz stoją stragany oferujące wszystko, co możliwe. Na tym placu piliśmy najlepsze soki z pomarańczy! I to tutaj można spotkać zaklinaczy węży i treserów małp. 
  • Le Jardin Secret – ten ogród zwiedziliśmy przypadkiem. Jeśli macie dość gwaru ulicy i upału, a zarazem chętnie wypijecie kolejną filiżankę miętowej herbaty, to jest to świetne miejsce dla was. Niestety nie ma tu wiele do zwiedzania, ale warto, jeśli potrzebuje się chwili odpoczynku. Nas zainteresował przedstawiony system nawadniania roślin, który funkcjonował setki lat temu. Za wejście na teren ogrodu zapłaciliśmy 70 dirhamów ( tj. ok 7 euro, czyli ok. 29 zł ) od osoby.  
  • Bahia Palace – to pałac, w którym królują piękne mozaiki! W zasadzie zwiedzanie go polega na przejściu przez kilka pustych pokoi wyłożonych drobnymi mozaikami, zobaczeniu dziedzińca z fontanną i niewielkiego ogrodu. Ale warto, żeby poczuć klimat tamtejszej sztuki i architektury. Nie pamiętam ile dokładnie kosztował bilet, wydaje mi się, że między 30 a 45 dirhamów za osobę. 
  • Cyber Park – bardzo zadbany i chłodny park, co przy upałach dochodzących do 40 stopni w cieniu było zbawieniem. W parku można usiąść sobie na trawie, zrobić piknik czy krótką drzemkę. Nie ma tam tłumów, nie ma hałasu, a wstęp jest darmowy 🙂
  • Synagoga Slat Al Azama – tutaj też trafiliśmy przez przypadek. W środku budynek wygląda trochę jak riad, ale wszystko utrzymane jest w kolorze niebieskim i białym. Nie byliśmy jakoś super zainteresowani tą tematyką, więc nie zagłębialiśmy się w zwiedzanie, ale bardzo fajnie było poczuć inną kulturę w Marrakeszu. Za wstęp zapłaciliśmy 10 dirhamów (1 euro). 
  • Yves Saint Laurent Museum – muzeum i ogród Yves Saint Laurenta to jedna z głównych atrakcji turystycznych w mieście. W samym muzeum nie wolno robić zdjęć, w ogrodzie można 🙂 . To muzeum jako jedno z nielicznych było pełne ludzi, czekaliśmy nawet chwilę w kolejce do kupienia biletów. Wejście do muzeum kosztuje 100 dirhamów, do ogrodów 70. My zdecydowaliśmy się tylko na tę drugą opcję. Ogród jest bardzo ładny i inny niż te w mieście. Jest w nim więcej roślin, są wydzielone specjalne dróżki i kierunek zwiedzania. Są mostki, jeziorka i słynne miejsca do robienia zdjęć 🙂

Gdzie i co zjeść?

Głównym daniem w Marrakeszu jest tajin czyli mięso lub ryż z warzywami, podane w glinianym naczyniu. Szczerze mówiąc baliśmy się trochę jeść inne rzeczy, więc próbowaliśmy tajinowych wariacji. Do tego miętowa herbata i sok pomarańczowy to podstawa! Oba napoje przepyszne i jedyne w swoim rodzaju. Tak słodkich pomarańczy jak tam nie ma chyba nigdzie! 

Sok z pomarańczy można kupić w wielu miejscach, przede wszystkim na placu Jamaa el-Fna. Herbatę dostanie się w każdej restauracji. My jedliśmy obiady i przychodziliśmy na herbatę najczęściej do Cafe Restaurant, skąd był piękny widok na zachodzące słońce nad placem (to jedna z atrakcji Marrakeszu). Poza tym jedliśmy też w Zeitoun Café. Wydawało nam się, że to typowo turystyczna restauracja, więc bezpieczna na pierwszy dzień wyjazdu 🙂 . Ale była zdecydowanie droższa niż inne. 

Gdzie spać?

W Marrakeszu nocowaliśmy w 3 Riadach. Riady to piękne stare domy, odnowione i przerobione na hotele, które mają charakterystyczny wygląd, ponieważ tylko główne drzwi wychodzą na ulicę, a w środku znajduje się dziedziniec otoczony z czterech stron pokojami. Na dziedzińcu zazwyczaj jest fontanna, w bogatszych riadach często basen. W każdym hotelu zarezerwowaliśmy sobie śniadanie. Wszędzie wygląda ono tak samo – chudy naleśnik i chleb z miodem lub dżemem. Do tego herbata i sok pomarańczowy.

Pierwszą noc spędziliśmy w Riadzie Jnane Mogador. Tutaj otrzymaliśmy pokój 4 osobowy, ale po naszej prośbie pracownicy bez problemu zamienili nam go na 2 osobowy. Było czysto i klimatycznie, jednak to dziedziniec robił największe wrażenie. Równie efektowna była łazienka – totalnie w klimacie marrokańskim!

Następnie jedną noc spędziliśmy w Orgin Hotel. Dziedziniec tego riadu był słoneczny, a nad ranem słychać było śpiewające ptaki. W pokoju niestety ciemno, ale to uroki riadów 🙂 Tutaj również łazienka była tą piękniejszą częścią pokoju. Hotel znajdował się w wąskiej uliczce, do której dojść dało się tylko przez jedną z głównych dróg odchodzących od placu Jamaa el-Fna. Nie muszę wspominać chyba, jak bardzo zatłoczona ta ulica była…

W Riadzie Ameris spędziliśmy dwie ostatnie noce. Lokalizacja hotelu moim zdaniem była lepsza od poprzednich, bo nie trzeba było przechodzić przez cały plac, ani też przeciskać się przez zapchane uliczki. Jedyny minus to zepsuta klimatyzacja w naszym pokoju, z którą zaangażowana obsługa siłowała się do nocy. Niestety na marne. Pan Mohssine starał się za wszelką cenę wynagrodzić nam tę nieszczęsną klimatyzacje, zapraszał na miętową herbatę i dużo z nami rozmawiał. W tym riadzie wrażenie zrobiły na mnie drzwi do pokoi, które były pięknie zdobione i zamykane na kłódkę.

Bezpieczeństwo i ubiór 

To żadne odkrycie, że niebezpiecznie może być wszędzie, dlatego zawsze trzeba być ostrożnym, a szczególnie w miejscu, którego się nie zna. Moim zdaniem uważać trzeba przede wszystkim na kieszonkowców i tak zwanych przewodników, którzy za pokazanie drogi chcą zapłaty. Marokańczycy są nastawieni na turystów i wiedzą, że mogą od nich wyciągnąć spore pieniądze. Trzeba uważać, żeby nie dać się oszukać, ale o tym więcej w kolejnym poście :). 

W kwestii ubioru najważniejsze jest, żeby pamiętać, że Maroko to kraj arabski. Z szacunku do tej kultury powinno się stosować do zasad, jakie tam panują. Mam na myśli zasłonięcie kolan i ramion, ewentualnie jednego lub drugiego. Nie ma wymogu by zasłaniać włosy. Nieraz spotykaliśmy Europejki w krótkich spodenkach i koszulkach na ramiączkach i nawet my mieliśmy negatywne odczucia.

Pytania, na które chciałam znać odpowiedź, zanim poleciałam do Maroka

  • Jak poruszać się po Marrakeszu? Po mieście jeżdżą autobusy, ale nie znaleźliśmy nigdzie rozkładu. Jeździ też masa taksówek, które nie mają stałych cen za przejazd. Przed wejściem do auta trzeba ustalić (wytargować) z taksówkarzem cenę, żeby nie zażyczył sobie po dojechaniu na miejsce jakiejś ogromnej kwoty.
  • Jak przedostać się z lotniska do centrum Marrakeszu? Albo wziąć taksówkę, albo przejechać autobusem. Druga opcja jest zdecydowanie tańsza. Żeby dostać się na przystanek trzeba przejść ulicą ok 200 m, gdzie po prawej stronie będzie parking a po lewej płyta lotniska. Na końcu ulicy skręca się w lewo i po drugiej stronie jezdni, przy pierwszym budynku jest przystanek. Nie jest on oznaczony w żaden sposób. Prawdopodobnie będzie tam siedziało kilka osób. Do centrum – czyli na plac Jamaa el-Fna jeździły autobusy 11 i 18 za 1,5 dirhama.
  • Jak wygląda sprawa napiwków? Ile powinno się dać? Dawaliśmy zazwyczaj około 10-20% ceny, którą płaciliśmy w restauracji, czyli trochę więcej niż w Polsce. W zasadzie nie wiem z czego to wynikało, ale po rozmowach ze znajomymi czuliśmy, że tak jest dobrze.
  • Co ubrać na głowę w takie upały? Czapka z daszkiem, kapelusz albo nawet chustka – tyle wystarczy. Nie zawsze też jest tak gorąco, że trzeba mieć coś na głowie 🙂
  • Czy są tam komary? Wtedy, kiedy my tam byliśmy, czyli na przełomie maja i czerwca, nie było komarów 🙂
  • Gdzie trzymać pieniądze? Pieniądze (koniecznie rozmienione, żeby zawsze można było dać tyle ile się chce, a nie więcej, bo reszty prawdopodobnie się nie dostanie) najlepiej trzymać w nerce lub w różnych kieszeniach ubrań. I pamiętajcie, że dokumenty trzeba mieć zawsze przy sobie!
  • Czy trzeba mieć okulary przeciwsłoneczne? Tak! Koniecznie!
  • Jaki filtr na słońce? Kremowaliśmy się 30stką i to wystarczyło.
  • Czy można korzystać z internetu w telefonie? Internet w telefonie jest w Maroku bardzo drogi, dlatego lepiej od razu przejść na tryb samolotowy. Kupiliśmy na lotnisku jedną kartę SIM za 10 euro i mieliśmy 10 gb internetu, polecam to rozwiązanie 🙂

Maroko to dla mnie intensywność kolorów, zapachów i smaków, ale też hałas i uliczny gwar.

Nie opisałam tu wszystkiego, co nas spotkało, gdzie byliśmy, co widzieliśmy i co radzimy, bo post byłby bardzo długi. Jeśli ciekawi Was jakieś konkretne zagadnienie, to chętnie rozwinę temat 😉

Mimo kilku trudnych doświadczeń, jakie spotkały nas w Maroku, cieszę się bardzo, że tam pojechaliśmy. Dzięki temu przekonaliśmy się na własnej skórze jak różnorodny jest świat, i że nie wszędzie czujemy się swojo jak w Europie. Poznaliśmy kompletnie inną kulturę, zobaczyliśmy życie codzienne rdzennych mieszkańców, dowiedzieliśmy się co to ramadan i jak wygląda w rzeczywistości, spróbowaliśmy też marokańskiej kuchni, zupełnie innej niż nasza. Podróże otwierają oczy na inność i uwalniają od uprzedzeń, czego uczę się cały czas!

Byliście kiedyś w Maroku albo innych krajach Afryki? Jak wspominacie swoje podróże? Macie jakieś cenne wskazówki, które przydadzą się do kolejnej podróży?

komentarzy 7

  • Ania | born2travel

    O proszę, ja kilka dni temu też opublikowałam wpis o naszej podróży do Maroka! 😉 Widzę, że niektóre miejsca nam się pokrywały (Marrakesz i Essaouira). My byliśmy w styczniu na dwa tygodnie, ale i tak z chęcią jeszcze bym tam wróciła… 🙂 Wtedy też były różnice temperatur – za dnia 20-21 stopni, ale w nocy spadało do 6, albo nawet do 3 stopni! Faktycznie Marrakesz był bardzo przytłaczający i momentami stresujący (podobnie jak jazda wynajętym samochodem), jednak mimo wszystko bardzo podobał nam się ten chaotyczny klimat. No i te cudowne Riady! <3 My nocowaliśmy w Riadzie Puchka. Miejscem, w którym praktycznie nikt nie zwracał na nas uwagi, było miasteczko Tiznit. Zdecydowanie polecam, jeśli chcielibyście wrócić do Maroka i zaznać odrobiny spokoju! Świetne, a zarazem trochę przerażające mają tam targowisko… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *